![]() |
|
2010 Tagi |
IDZ ZA MARZENIEM. I znów tutaj. To jedyne miejsce, gdzie nikt nie moze mnie skrytykować, nie moze powiedziec, ze błachostka jest cos dla mnie ogromnie waznego. Nie moze sprofanować mojego sakrum. Wczoraj byłam na koncercie. Coma. Tak długo na niego czekałam, ze w koncu odechciało mi sie. Ale poszłam. I było cudownie. Są takie chwile w życiu, kiedy człowiek czuje, jakby obcował z absolutem, jakby wznosił się ponad siebie, własne ciało, włąsne ograniczenia. I tak mogłam poczuć się podczas jakis 3 minut. Przeniesc sie w inny świat. A wszytsko przez popołudnia. Piosenka przy której tyle razy płakałam, śmiałam się. Tyle wspomnień. Tak silnie emocjonalnie nie byłam zwiazana nigdy z żadnym kawałkiem. Nie bo fajne brzmienie, bo mozna sie wyskakać, czy pozamulać. Całkowita osobista identfikacja z każdym słowem, które przeradza się we wspomnienie. I kiedy pod koniec koncertu usyszałam poerwsze brzmienia tegoż kawałka, musiałam wbić na falę. MUSIAŁAM. To był chyba pierwszy koncert, na którym ochrona wywalała ludzi za to, ze płyneli na fali. Ale ja musiałam. Nawet, jeśli tylko na chwile. I wzieli mnie i leciałam. Prawie cały kawałek. Przeniosłam sie w inny świat, jescze nigdy tak długo nie byłąm na fali. Śpiewałam razem z Roguckim, darłam sie i leciałam. I to lądowanie na scenie, przy jego mikrofonie i ochroniarz pomagający mi wstać i wrócić pod scene. I ludzie uśmiechający się do mnie i klepiący po ramieniu: "piekny lot, gratulacje". Wszytsko takie nierealne. I moje, tylko moje, wewnetrzne. Nie do opisania cudowne uczucie. A co boli najbardziej. Gdy chcesz o tym komus opowiedziec, podzielic sie tym mistycznym uczuciem, a on tego nie rozumie. Depta to sakrum. Wyśmiewa, albo nie docenia. Ale już koniec z tym. Zaczynam żyć dla siebie i swojego wnetrza. Dla takich chwil. SŁOŃCE NA WYLOT PRZENIKA PRZEZ GŁOWĘ ŻYCIE PRZY TOBIE PŁYNIE MI CYTRYNOWE SZCZĘŚCIE NA CODZIEŃ ODBIERA MI MOWĘ POPŁUDNIA BEZKARNE I CYTRYNOWE. swiatkolorowej 2010-04-30 22:44:39 skomentuj (1) Artystka czy kochanka? Długi dzień. Wiosenny taki wesoły. Miła rozmowa z panią profesor, piwo na ławce przed szkoła i śpiewanie z komóry. I ludzie, którzy stali sie jacyś bliscy tacy. I ciepło, słońce grzejące w twarz, prawie zielona trawa i dogorewające zaspy, płaczące, że to już koniec, że zima sobie poszła. I ja gdzies tam w tym, szczęśliwa troche, zagubiona. I tęsknię. Bo nie ma kto powiedzieć, że wiosna będzie cudowna. Ale... Milion pomysłów do szkoły. Nawet zeszyt Izabela założyłą. Na kazdy przedmiot, niesamowite wręcz. Sztuka albo miłosć. Oto pytanie na dziś. swiatkolorowej 2010-02-23 21:51:28 skomentuj (0) Żal. 11.14, 20 lutego 2009 roku. Posprzatałam łazienkę, swój pokój, obciełam paznokcie, umyłam twarz, zęby, zjadłam sniadanie. Za oknem pada deszcz, szary, brudny, topiąc nieskazitelną białość śniegu, który mam nadzieje już nie powróci. Bo przecież miałą być wiosna radość, ptaszki śpiewają, drzewa kwitną. Do ręki biorę książkę, tylko że drugi raz czytana, to już nie to, mama przychodzi, książke zabiera, bo też by chciała, w końcu jej świat też nudny, szary. Oglądam demotywatory, myśle o zyciu, śmierci. O przyszłości, o tym co było i co jest w tej chwili. Tylko że w tej chwili, obecnie jest pustka. Hibernacja. Jak człowiek, który zye, rozmawia, uśmiecha się, Tęskni. Zawieszony. Pomiędzy tym co było, a co ma przyjść dopiero, nieodgadnione, ciemne; Za czym teskni? Czy to za nim? To chyba nie do konca tak, bo teskni za byciem potrzebną, za kocham, za zabraniem na randke, usciskiem, za wszystko bedzie dobrze, za nie martw sie, damy rade. Ale kiedypomyśli to imię, imię na T, przestaje. Momentalnie. Bo to imię boli, przewierca. Są dwa rodzaje motylków w brzuchu - te fajne, ciepłe, fala wszechogarniającego ciepła, zstępująca, dająca ukojenie, ćwierkające ptaszki i skrzydełka milionó motyli, szczęśliwa. I ta druga, Powiedziałabym że to larwy tych motyli. Prześlizgujące się mokro po ciemnych zaułkach jelit, bezszelestnie, wywołując nudności. Chciałoby się je wypluć, wydalić, zapomnieć. Dwie fazy miłości. Tylko powinno byc odwrotnie, bo przecież to z larwy motyl whyrasta. A teraz są te larwy. Kiedy tylko pomysle to imię na T. Są larwy, niedobrze, mdło. Bo tak cudownie dawno nie było, a tu nagle, że to był sen. Nieistniejacy, wybudzaony za wczesnie, nagle, niechcący. Przypadkowo. W jadnym z najpiekniejszych momentów, bezdusznie pozbawiony swego istnienia. Bo to nie byłam ja, ta z tego snu, tylko cień, cień jednej innej. To o niej myslał ,przytulając, szepcząc, piszac, rozmawiając. To ją zabierał do kawiarni, na piwo na spacer. To ją przytulał, nie mnie. Wiec ja to kto w tym wszytkiem. ZAPOMINAJKA. tak. do tej roli zdażyłąm juz doskonale sie przyzwyczaić. I nadeszła znów. Bezczelnie, nieproszona. Czy teraz boli? Teraz wszyscy faceci to gówno. Zło, zniesmaczenie. BÓL. taki głęboki przewiercający. I samotnosc. I zbyt wiele czasu, który spędzam leząc, czytając, myslać. Śpiąc. Bo sen tutaj najłatwiej przychodzi, najlepiej pasuje, o nic nie trzeba prosić. Najgorzej jest rano. Kiedy się budze ze snu, kiey zapadam w kolejny, podświadomy, czy swiadomy, bolący, kujący, stokroć bardziej. Kiedy widze ich, i mnie. gdzies tam, daleko, samotną, niepotrzebną. Ten sen boli, ale narkotyzuje, niepotrafie zejsc z łózka, oderwac się. Zapominajka. W zyciu nic nie ginie wszytsko co dalismy powróci, ale wszytsko co zabralismy zostanie odebrane. Wiec oddales mi, dostalam za swoje, za te trzy lata wstecz, kiedy Ty byles zapominajkiem. Dopiero teraz zrozumialam sens słów: Piotrek przyprowadzil Ci mnie, zebys o niem zapomniala. Iwona zrobila to samo z Toba. Teray rozumiem, to takie proste. To Ty wziales mnie na zapominajke, jak ja wzielam Ciebie wtedy. Brawo. Remis. Milosci nie bylo miedzy nami. Dwukrotna, niespełniona. Minelismy się z nią i już nigdy wiecej nie powróci. Do widzenia Dorotko. swiatkolorowej 2010-02-20 11:32:31 skomentuj (0) |
polecane strony Pakamera Autostopem.net moje strony Pracownia Rękodzieła Artystycznego Izabeli Stefańskiej |